Marrakesz: marokańska esencja

przez bele kaj
Marrakesz, Maroko - bele kaj, blog podróżniczy po śląsku

Pierwsze kroki na marokańskiej ziemi postawiliśmy w Marrakeszu. Przylecieliśmy na lotnisko Menara późnym wieczorem. Przeprawa przez kolejne lotniskowe bramki poszła sprawnie, a przy wejściu czekali już na nas Mohammed 1 i Mohammed 2. Nie byli oni znajomymi z internetu, hostami z Couchsurfingu czy Airbnb jak to u nas zazwyczaj bywa. Zarezerwowaliśmy ich pomoc przed przylotem, aby uniknąć starcia z taksówkarzami i aby szybko dostać się do naszego riadu. Wszystko poszło dokładnie tak, jak planowaliśmy i rozpoczęła się nasza marokańska przygoda.


Odwiedź też naszą galerię – galeria: Marrakesz – 160 zdjęć z pobytu w Marrakeszu!


Pierwszy dzień w Maroku

Do tej podróży przygotowywaliśmy się długo. Czytaliśmy, przeczesywaliśmy sieć, wypytywaliśmy znajomych. W pewnym momencie już naprawdę wiedzieliśmy, czego spodziewać się na miejscu. Tak nam się przynajmniej wydawało. Ale jak to zwykle bywa, życie wszystko zweryfikowało, a teoria i praktyka po raz kolejny okazały się być od siebie bardzo różne.

Liczni nagabywacze początkowo denerwują, wydawana brudnymi rękami kanapka szokuje, a marokański czaj wypala gardło. Jednak przy odpowiednim nastawieniu i zrozumieniu lokalnych obyczajów, z każdą godziną jest już tylko lepiej i lepiej. I nagle spotkanie z tym samym nagabywaczem okazuje się wspaniałą okazją ku zakupowi pięknych skórzanych sandałów za kilka euro, zabrudzona wciąż w kilku miejscach kanapka z grillowaną rybą smakuje lepiej niż sobotni kebab o trzeciej nad ranem, a czaj przyjemnie rozgrzewa i pobudza wszystkie układy organizmu.

I tak już ze wszystkim. Samego Marrakeszu też musieliśmy się nauczyć, więć dopiero z upływem czasu naprawdę nam się spodobał.

Czerwone miasto Marrakesz

Nieprzypadkowo Marrakesz nazywany jest „czerwonym miastem”. Ściany bodajże każdego budynku w medynie są czerwone lub pomarańczowe. Historia głosi, że to z powodu faktu, iż kilkaset lat wstecz, przy wznoszeniu największego meczetu w mieście umierało mnóstwo ludzi, a drogami Marrakeszu lała się krew.

Reklama

Atrakcje Marrakeszu – TOP 6

Sześć miejsc, które trzeba odwiedzić. Znajdziecie je prawdopodobnie w każdym innym przewodniku, bo są to naprawdę kluczowe atrakcje. Nic w stylu „poza utartym szlakiem”, więc w sezonie spodziewajcie się turystycznych tłumów. Ale warto, serio.

Meczet Kutubijja (Mosquée Koutoubia)

Wspomnianym meczetem, przy budowie którego zginęło wielu ludzi, a zarazem jednym z symboli miasta i doskonałym punktem orientacyjnym jest meczet Kutubijja. Budowla ma ciekawą historię – kilkanaście lat po wzniesieniu, okazało się, że trzeba ją zburzyć z powodu… kibli! Kibla to kierunek, w którym modlą się muzułmanie, a który w meczecie został początkowo błędnie wyznaczony.

Niestety, zwiedzanie atrakcji trzeba ograniczyć do spaceru wokoło i poznania Kutubijji z zewnątrz. Do środka nie wejdzie bowiem żaden „niewierny”.

Cena: 0 MAD

Plac Dżamaa al-Fina (Jemaa El Fna)

Bezapelacyjnie największa atrakcja miasta. To ze względu na słynny plac zjeżdżają do Marrakeszu rokrocznie tysiące turystów z całego świata. Od 2001 roku widnieje na liście UNESCO wraz z otaczającym go zabytkowym centrum miasta, a w 2008 roku wpisany po raz drugi, jako „niematerialne dziedzictwo”. Termin ten dotyczy tutaj licznych bajarzy, zaklinaczy węży i wielu innych artystów, którzy pojawiają się na placu po zmroku.

Wieczorową porą, poza areną sztuki ulicznej, plac jest też ogromną restauracją. Około stu stoisk z oferujących różnego rodzaju jedzenie: od zupy hariry, przez owoce morza, na grilowanym mięsie kończąc. Każda taka kulinarna stacja ma armię swoich ludzi, z których każdy jest zarówno kucharzem, kelnerem, kasjerem, jak i „promotorem”. Ci ostatni są najgorsi, bo nie dadzą Wam spokoju tak długo, jak będziecie przebywali w okolicy ich stolików.

W ciągu dnia Jemaa el Fna to jedno wielkie targowisko. Kobiety zakrywające całe swoje ciała, od stóp do głów, wykonują przeróżne wzory na dłoniach turystek. Mężczyźni sprzedają. Sprzedają wszystko. Wszystko co mają, a i nawet to, czego chwilowo nie mają (sąsiad zawsze chętnie pożyczy). Jemaa to także doskonałe miejsce na spróbowanie świeżych pomarańczowych soków (lepszych nie znaleźliśmy gdziekolwiek indziej) i obowiązkowo… ślimaków!

Aby zobaczyć cały plac jak na dłoni, wejdźcie do którejś kawiarni z tarasem. Wystarczy zamówić coś na wejściu i można bez przeszkód cieszyć się widokiem placu na granicy dnia i nocy, zmieniającym się na naszych oczach w ciągu kilku minut nie do poznania.

Jest co robić, zobaczyć, spróbować. A to wszystko za mniej, niż bilet do kina. Wizyta na Jemaa to obowiązek!

Ceny (przykłady): harira 8 MAD, talerz kalmarów 30 MAD, marokański chleb z ostrym pomidorowym sosem 10 MAD, wołowe mielone 30 MAD, herbata w kawiarni z tarasem 35 MAD (1 MAD = 0.4 PLN)

Ogrody Majorelle (Jardin Majorelle)

Miejsce, które albo się pokocha, albo które wspominać się będzie jako stratę pieniędzy. Jak dla nas piękne, przede wszystkim ze względu na kolory – mocno niebieskie ściany z żółtymi dodatkami doskonale współgrają tam z otaczającą roślinną zielenią. Jednak mimo wyjątkowej urody, miejsce również trochę przereklamowane i (w porównaniu do pozostałych cen w Maroku) drogie.

W Ogrodach Majorelle, zielonych płucach miasta, od roku 1980 żył ze swoim partnerem Yves Saint Laurent. To dzięki niemu miejsce odwiedzają obecnie tłumy. Po śmierci w 2008 roku jego prochy zostały rozsypane po całych ogrodach. Ale to nie YSL to miejsce stworzył. Kupił je od francuskiego malarza Jacquesa Majorelle’a, który to miejsce sobie wymyślił i przez lata kompletował jego wygląd.

Cena: 70 MAD

S(o)uki

Nie da się wrócić z Maroka bez torby z prezentami, naprawdę. Można próbować oprzeć się tamtejszym pokusom, ale po co? Po prostu nie ma lepszej okazji, aby kupić wyjątkowe kapcie mamie, wyszukaną popielniczkę ojcu i podrabianą piłkarską koszulkę bratu. A Marrakesz to zdecydowanie najlepsze miejsce na zakupy. Porównując ceny, jakość i wybór, żadne inne miasto tego nie przebije. Oczywiście można wpaść też na oszusta, który handluje chińskimi rzeczami, ale tacy trafiają się raczej rzadko. Na sukach w Marrakeszu jest wszystko, a w dodatku można (i trzeba) się targować. Jeśli komuś odpowiada taki styl zakupów, to to miasto to prawdziwy raj.

Ceny (przykłady): skórzane sandały 100 MAD, buciki dziedzięce 60 MAD, koszulka Manchesteru 70 MAD

Medresa Alego ibn Jusufa (Médersa Ben Youssef)

Medresa to muzułmańska szkoła. Kiedyś nauczano w niej Koranu, prawa i języka arabskiego, obecnie także innych przedmiotów jak matematyka czy fizyka. Każda medresa ma swój dziedziniec, któy jest główną częścią budowli i wokół którego znajdują się liczne pomieszczenia wszelkiego rodzaju – pokoje mieszkalne (hudżry), sale wykładowe albo biblioteki. Medresa Alego ibn Jusufa wygląda tak, że zdjęcia chce się robić przez cały dzień i ani trochę się to nie nudzi. Nie szczędźcie czasu w tym miejscu. Przyjrzyjcie się każdemu detalowi, połączeniom rzeźbionego drewna ze skrupulatnie układanymi mozaikami. Przechadzajcie się i podziwiajcie do oporu.

Cena: 25 MAD

Pałac Bahia (Palais Bahia)

Piękny, czysty, przestronny pałac, który miał być najwspanialszą budowlą Maroka. Jak dla nas, nie znajdziecie tam tak wyszukanej sztuki jak w Medresie, ale wynagradzają to wspaniałe kolory i ogromna przestrzeń, przez co wspominamy to miejsce jako jedno z najładniejszych w czasie naszej afrykańśkiej podróży. A no i wszyscy zgodnie doszliśmy do wniosku, że Pałac Bahia to doskonałe miejsce na… organizację wesela.

Cena: 10 MAD


Odwiedź też naszą galerię – galeria: Marrakesz – 160 zdjęć z pobytu w Marrakeszu!


Marrakesz – na co uważać

Nie chcemy pisać, że macie uważać na portfele i torebki, bo o tym powinien zawsze pamiętać każdy. Marrakesz jest tak samo bezpieczny i zarazem niebezpieczny jak każde większe miasto w Europie i tak samo trzeba w nim postępować, aby podróż zaliczyć do udanych. Mamy dla Was za to kilka innych przydatnych porad:

  • Liczcie, czy aby na pewno dostaliście dokładnie tyle reszty, ile powinniście (i najlepiej zawsze pytajcie o cenę każdej pojedynczej rzeczy przed zakupem).
  • Jak już utargujecie jakąś ceną i zarówno Wy, jak i sprzedawca na nią przystaniecie, to trzeba brać. Taka jest zasada, w tym momencie licytacja dobiega końca. Osoba, która coś Wam sprzedaje, też musi o tym pamiętać (więc jeśli torebka miała być za 80 MAD, a z Waszych 200 dostaliście tylko 100 MAD reszty, to śmiało możecie wszcząć umiarkowaną kłótnię).
  • Nie idźcie do Grobów Saadytów. Znajdziecie je w kilku przewodnikach. Nie warto i już – niczego ciekawego tam nie ma.
  • Jeżeli mieszkacie w medynie, to nie wracajcie bardzo późno w nocy. Marokańczycy znają te mury jak własną kieszeń i nie chcecie, aby nagle jakiś żartowniś zgasił Wam światła w ciasnej uliczce. Nie wymyśliliśmy tego, sami doświadczyliśmy.
  • Jeśli pierwszego dnia pójdziecie stołować się na wspomniane wcześniej stoiska, a połowę dnia kolejnego spędzicie na ubikacji, to niekoniecznie jest to wina tego konkretnego stoiska. Czasem biegunka u Europejczyków, któzy podróżują po Afryce, wynika ze zmiany flory, a nie z nieświeżego jedzenia.

Łapiecie wszystko, prawda?

Marrakesz – „nowe miasto”

Musicie jeszcze wiedzieć, że marokańskie miasta to nie tylko te historyczne centrum, nie tylko nieco zacofana, ale i interesująca medyna. Oprócz starej części miasta, jest tam również ta nowa, bardziej nowoczesna, współczesna. Powiedzielibyśmy, że europejska. To tam znajdują się kinadyskotekisklepy z ubraniami i popularne fast-foody. Jeśli będziecie mieli wystarczająco dużo czasu, to możecie sprawdzić. Od nas wiele się o tych terenach nie dowiecie, gdyż poznaliśmy tam tylko dworce i… Carrefoury. 😉

Jedzenie w Marrakeszu

Naleśniki z miodem i amlou oraz miętowa herbata na śniadanie. Tażin na obiad. Falafel, harira i kefta na kolację. W międzyczasie różnorakie, przesłodkie marokańskie desery i ciastka. W Marrakeszu utyjecie. Ale nawet nie próbujcie sobie tam odmawiać czegokolwiek. Jest tanio, świeżo i pysznie. A jak po godzinach zwiedzania natraficie na okienko z bułkami z grilowaną rybą, to poznacie co oznacza szczere kulinarne szczęście (lokalsi płacą 5 MAD, od Was będą chcieli 10; dajcie odliczone 7 MAD i wszyscy będą zadowoleni). Zresztą, co będziemy opowiadać, spójrzcie na zdjęcia:

Noclegi w Marrakeszu

Aby należycie pozwiedzać, trzeba się porządnie wyspać. My w Marrakeszu spaliśmy w czterech różnych miejscach:

Riad 63 (11€/pokój/noc) – Najtańszy pokój dla dwóch osób jaki znaleźliśmy, wyłącznie na pierwszą noc. Zapłąciliśmy grosze, więc i warunki nam nie przeszkadzały, ale ani ładnie, ani przytulnie to tam nie było.

Riad Tarik (20€/pokój/noc) – Nieco droższy, ale za to piękny przystanek. Zaledwie kilkanaście minut piezo od Jemaa El Fna. Jedynym minusem miejsca był jego właściciel. Typowy rzezimieszek-przedsiębiorca, który chce ugrać ile się da – dogadaliśmy się z nim „na słowo”, nie mieliśmy rezerwacji internetowej, więc w ramach oszczędności nigdy nie zjedliśmy obiecanego śniadania. Rezerwujcie przez Booking, a nie będzie niespodzianek (oni tam boją się tylko Boga i internetowych recenzji).

Riad Dar Nael (19€/pokój/noc) – Rezerwowany z dużym wyprzedzeniem, dla spokoju reszty wycieczki (tam już mieliśmy trzy pokoje dwuosobowe) Fajny, z dużym tarasem, dobrym śniadaniem i ciekawie zaprojektowanymi pokojami. Pierwszy raz ciężko tam trafić, więc jeśli się zdecydujecie, napiszcie do nas. 😉

Hostel Waka Waka (100MAD/łóżko) – Najpopularniejszy marakeski hostel. Kolorowe ściany i pomocna obsługa. Można palić i pić piwo. Luzik. Bardziej dla imprezowiczów, niż dla matek z dziećmi.

Każdy dar, riad i hostel znajdziecie i zarezerwujecie przez booking.com: szukaj noclegu we Marrakeszu.

Marrakesz – transport

Po mieście

Jechaliśmy dosłownie raz, autobusem z Jemaa el Fna na dworzec. Zwykła podróż kosztuje tam między 2-5 MAD w zależności od dystansu. Bilety kupicie bezpośrednio u kierowcy (oni zwykle nie oszukują i raczej się z nimi nie targuje). Ważniejsze linie autobusowe: 1 Gueliz (nowe miasto) – Jemaa, 18 lotnisko (trzeba kawałek dojść) – Jemaa, 19 (express) lotnisko – Jemaa (30MAD). Więcej info: www.alsa.ma/en/marrakech.

Z miasta

Jeżeli nie lecicie od razu do domu, to zapewne wybieraci się do Essaouiry, Fezu, Agadiru lub do Imlil, aby zdobyć Jebel Toubkal.

W pierwszych trzech przypadkach najlepsze (z perspektywy wygodnego Europejczyka) będą autobusy Supratours, CTM abo marokańskie pociągi. Jeśli będziecie na miejscu wcześniej (dzień-dwa przed planowaną autobusową podróżą), to podskoczcie wcześniej po bilety, tak dla pewności. Na podlinkowanych stronach znajdziecie wszystkie połączenia, ale nasze karty płatnicze tam nie działały, więc nie dało rady kupić biletów online.

Do Imlil dostaniecie się taksówką – albo bezpośrednio (my zapłaciliśmy po 35MAD za miejsce), albo przez wieś Asni (podobno wtedy 25MAD + 15MAD). Przygotujcie się na negocjacje, kłótnie, krzyki i zarezerwujcie sobie czas, bo taksiarz zacznie targowanie od min. 100MAD od szparbiksy turysty osoby i nie popuści jak zobaczy, że się Wam spieszy.

My z Marrakeszu pojechaliśmy całą drużyną do Essaouiry, a fragment naszej podróży wyglądał tak (popcorn za 1MAD):


Odwiedź też naszą galerię – galeria: Marrakesz – 160 zdjęć z pobytu w Marrakeszu!


Mapa

Przydatne linki

Inne interesujące teksty:

Ta strona używa ciasteczek oraz zewnętrznych skryptów dla lepszego dostosowania treści do użytkownika. W Polityce Prywatności znajdziesz informacje o tym, jakie ciasteczka i skrypty są używane, oraz jaki wpływ mają na twoją wizytę na stronie. W każdej chwili możesz zmienić swoje ustawienia. Nie wpłynie to na twoją wizytę na stronie. OK Polityka Prywatności

Instagram
Facebook